Momentum
 
    Strona Domowa
    Co nowego ?
    Biografia
    Dyskografia
    Artykuły
    artykuły własne
    artykuły nadesłane
    artykuły profesjonalne
    inne
    Galerie
    Indeks utworów
    Forum dyskusyjne
    Quiz
    Sondy
    Fani
    Księga Gości
    Chat
    Linki
    Podziękowania
    Moja kolekcja
    O autorze
    Download

RECENZJA "Please Don't Touch"

Stało się. Po wielu latach gruntownego przefiltrowywania lub kompletnego odrzucania swoich pomysłów przez kolegów z Genesis, Steve Hackett postanowił opuścić grupę. Kielichu goryczy dopełniła kompozycja, którą gitarzysta przedstawił muzykom podczas sesji do „Wind & Wuthering”, posiadająca co prawda cechy „Los Endos” czy nagranego już bez Steve’a, ale w wielu fragmentach sprawiająca wrażenie Jego obecności – „Duke’s Travels/Duke’s End”, bardziej jednak „zakręcona” niż tamte, co kłóciło się z przekonaniami reszty, która(choć nie tak od razu) wolała skłonić się ku wykonywaniu prostszej niż dotychczas muzyki.
Ów kompozycja nosiła nazwę „Please Don’t Touch” i taki tytuł otrzymała również płyta, nagrana z gościnnym udziałem takich znakomitości jak Richie Havens(świetny wokal w „How Can I ?” i „Icarus Ascending”), Steve Walsh z amerykańskiej grupy Kansas, Randy Crawford czy niegdyś koncertowy perkusista Genesis – Chester Thompson(rok później wziął udział w nagraniu „A Curious Feeling” Tony’ego Banksa) i zawierająca znacznie lżejszą muzykę niż pełne wdzięku i mistycyzmu debiutanckie dzieło artysty – „Voyage Of The Acolyte”, gdyż sporo na niej piosenek, trącących trochę stereotypami muzyki popularnej(„Narnia”, Racing In A”, „Carry On Up The Vicarage”), niekiedy o soulowym odcieniu(„Hoping Love Will Last” z przejmującą partią wokalną Randy Crawford).
Nie są to jednak błahe piosenki, o czym mogą nas przekonać akustyczne wstępy w zaśpiewanym(bardzo pięknie i dostojnie) przez Steve’a Walsha „Narnia”, czy pojawiające się znienacka w nagraniu „Racing In A”(również akustyczne) interludium.
Gitary akustycznej jest zresztą dużo na tym krążku, a najlepiej według mnie wypadła ona w „Kim”, gdzie w połączeniu z fletem brata Steve’a, Johna daje całkiem niezły efekt. Nie jest on co prawda tak porażający jak w przypadku „Lost Time In Cordoba”, niemniej jednak przyjemnie się tego słucha.
Znakomicie wypadły również wspomniane wcześniej dwa nagrania z udziałem Havensa – „How Can I ?” i „Icarus Ascending”. Podobno Richie tak był zaabsorbowany podczas nagrywania tych utworów, że nauczył się ich od razu, jak gdyby śpiewał je od zawsze. Co tu dużo mówić – te dwa nagrania podniosły klasę albumu i każdy szanujący się fan Steve’a MUSI je znać i basta!
W zestawie mamy jeszcze dwie swoiste zabawy nastrojem i dźwiękiem, idealnie komponujące się z utworem tytułowym i dzięki temu sprawiające wspaniałe wrażenie – „Land Of A Thousand Autumns” i „The Voice Of Necam”.
Album można potraktować jako pewnego rodzaju wycieczkę, zabawę, próbę odreagowania po opuszczeniu zespołu o światowej renomie. Osobiście nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że jest on świetnym zbiorem pomysłów na przyszłość, a ziarno na nim zasiane zakiełkowało na „Spectral Mornings”...

Ocena : 3/5
Autor : Remington Steele